+ Dodaj ogłoszenie / Zaloguj
Aktualności | Artykuły | Katalog firm | Rejestr pośredników | Kredyty hipoteczne | Projekty domów | Forum| Pomoc | Kontakt
2012-05-17 Nie płacisz, stracisz mieszkanie Nie płacisz, stracisz mieszkanie Przygotowana przez rząd nowa ustawa o ochronie praw lokatorów podoba się gminom, bankom i deweloperom. Za to znacznie mniej lokatorom, gdyż znosi ochronę z automatu bezrobotnych czy niepełnosprawnych. Jeszcze tylko siedem dni zostało na konsultacje społeczne założeń do nowej... więcej »
2012-05-16 Wzrost inwestycji w nieruchomości komercyjne w I kw. br. Wzrost inwestycji w nieruchomości komercyjne w I kw. br. W pierwszym kwartale 2012 r. Polska odnotowała ok. 32-proc. wzrost wartości transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w stosunku do tego... więcej »
Ostatnio na forum:

Tagi:

Rynek na wynajem szaleje



Wynajęcie dwudziestometrowej kawalerki w centrum Warszawy, Poznania czy Krakowa za mniej niż dwa tysiące złotych graniczy z cudem zwłaszcza teraz, gdy miasta przeżywają oblężenie świeżo upieczonych studentów oraz poszukujących pracy przyjezdnych z mniejszych miejscowości.

Właściciele przeznaczonych do wynajęcia mieszkań zbijają fortuny, czyszcząc przy tym doszczętnie portfele swoich lokatorów. Za małe mieszkanie bez wygód na obrzeżach metropolii musimy zapłacić co najmniej 1300 złotych. Do tego czynsz dla spółdzielni i comiesięczne regulowanie opłat za media. Dla najbardziej wymagających jeszcze rachunki za telefon, kablówkę i internet. W sumie lekko licząc 1800 złotych. Biorąc pod uwagę wysokość średniej krajowej płacy otrzymywanej "do ręki" - około 2 tysięcy złotych - zauważyć możemy, że wkrótce mało kogo stać będzie na luksus mieszkania i utrzymania się nie tylko w wielkim mieście.

Kredytowe sztuczki

Posiadanie własnego mieszkania w Warszawie, Wrocławiu czy Poznaniu to marzenie, na realizację którego stać niewielu. 10 tysięcy zł za kupno metra kwadratowego to kwota zaporowa, nieosiągalna dla przeciętnego Kowalskiego. Szczęściarzami są więc ci, którzy mieszkanie dziedziczą albo kupili je kilka lat temu. W 1999 roku w stolicy za sto tysięcy można było zdobyć sześćdziesięciometrowe, dwupokojowe, co prawda nieco zrujnowane, ale świetnie ulokowane własne M. Dziś nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zaciągnąć niebotyczny kredyt na minimum 50 lat albo przez całe życie wynajmować i zdać się tym samym na łaskę lub niełaskę właścicieli. A ci stawiają lokatorom dziwaczne warunki.

- W ciągu ostatnich pięciu lat ceny wynajmowanych mieszkań skoczyły o ponad 100% - mówi 26-letnia Katarzyna. - Gdy zaczęłam studia w stolicy, płaciłam za dwupokojowe mieszkanie nieopodal Dworca Centralnego tysiąc złotych. Do tego nie dochodziły już żadne opłaty, a właścicielka i tak przepraszała, że bierze tak dużo. To było 7 lat temu. Dotąd wydałam na wynajem ponad 30 tysięcy złotych. Czuję, że to pieniądze wyrzucone w błoto, bo nie zainwestowałam ich we własne lokum. Nie miałam takiej możliwości. I choć pracuję już pięć lat, to wciąż nie zarabiam tyle, by bank chciał dać mi kredyt - dodaje Kasia.

Kredyt dostała za to właścicielka mieszkania, które Katarzyna wynajmuje od pół roku wraz ze swoim narzeczonym.

- Od razu powiedziała, że mieszkanie kupiła cztery lata temu na kredyt, po to by je wynajmować. Pokazała dokumenty i zażądała, byśmy spłacali raty w ramach opłaty za wynajem. Do tego płacimy czynsz wspólnotowy, opłaty licznikowe. Właścicielka mieszkania nie dokłada do interesu nawet złotówki. A nas ta przyjemność kosztuje minimum 1750 złotych za miesiąc za 34 m2 na Mokotowie - żali się Kaśka.

Trzydziestoletni Artur z Poznania wynajmuje lokatorom własne mieszkanie na takich samych zasadach i uważa, że to najlepszy biznes pod słońcem.

- Wartość kupionego półtora roku temu mieszkania rośnie. Zawsze mogę je sprzedać, a na razie nawet nie myślę o jego istnieniu, bo wszelkie opłaty przerzuciłem na lokatorów. Mieszkam z dziewczyną w jej mieszkaniu, więc kasa z mojego idzie na nasze wspólne przyjemności - mówi mężczyzna. Na pytanie, czy nie uważa, że to przesada, że może za dużo żąda od lokatorów, Artur odpowiada:

- Kiedy byłem studentem, płaciłem za dwupokojowe mieszkanie 800 złotych. Za część robione były opłaty, a do kieszeni właściciela szła mniej niż połowa. Ale czasy się zmieniły. Jest popyt, to ceny rosną. Po co tracić, skoro na mieszkaniu można zarabiać. Najlepiej na kolejne.

Niestudent z castingu

W serwisach ogłoszeniowych roi się od ofert wynajmu mieszkań. Ceny zaczynają się od 1000 złotych za 24-30-metrową kawalerkę w Gdańsku, Katowicach czy podwarszawskich miejscowościach takich jak Legionowo i Piaseczno. Wyższe ceny, od 1200-1300 zł do nawet 2 tysięcy obowiązują za ten sam metraż w stolicy, Krakowie, Poznaniu czy we Wrocławiu. O ile jeszcze trzy lata temu różnice w kwotach wynajmu podobnych mieszkań w Warszawie i Krakowie różniły się nawet o 400 złotych, o tyle teraz ceny we wszystkich większych miastach się wyrównują.

- Dwa lata temu przeniosłem się z Wrocławia do Warszawy. Tam płaciłem za dwupokojowe mieszkanie 1000 złotych, tutaj 1200 ledwie starczało na kawalerkę ulokowaną 7 kilometrów od centrum - opowiada Ernest, student ostatniego roku kulturoznawstwa. Twierdzi, że ma coraz większe problemy ze znalezieniem przyzwoitego mieszkania. Większość przeglądanych przez niego ogłoszeń zawiera bowiem formułkę "studentom dziękujemy".

- Właściciele nie chcą studentów, bo to imprezowicze i bałaganiarze. Dziennie odsyłamy z kwitkiem nawet 10 osób, bo właścicieli nie da się przekonać, że nie puszczą ich mieszkań z dymem. Tymczasem studenci są coraz bardziej nastawieni na karierę niż imprezowanie. Wynajmują mieszkania z założeniem, że spędzą w nim 5 lat studiów, dla właściciela to pewność dochodu - tłumaczy pani Barbara, pracownik działającej na warszawskim Ursynowie agencji nieruchomości.

Coraz większą popularnością wśród właścicieli poszukujących lokatorów cieszą się castingi. Wynajmujący zapraszają na ten sam dzień i godzinę nawet kilkunastu zainteresowanych. Pierwszym etapem jest selekcja kandydatów według wyglądu. Zwykle wygrywają lepiej ubrani.

- Po obejrzeniu mieszkania wykruszają się osoby, którym nie odpowiadają warunki. Pozostałych czeka starcie z właścicielem. Ten nie ujawnia zasad wynajmu, wypytuje o zawód, zarobki i to, czy nie zamierzamy się wkrótce rozmnożyć. Wtedy odpadają ubożsi i ci, którzy chcieliby zamieszkać ze swoimi partnerami. Potem gra między kandydatami toczy się już tylko o to, kto da więcej. Większość wymięka, gdy z ogłoszeniowych 1000 złotych kwota wynajmu skacze do 1600. Zawsze jednak zostaje zwycięzca, któremu właściciel z dumą wręcza klucze. To świństwo i chamskie pogrywanie sobie z ludźmi, którzy naprawdę są w potrzebie - mówi Karolina, która od dwóch miesięcy bezskutecznie poszukuje przyzwoitego mieszkania.

Dojna krowa - lokator

Wynajmujący nie życzą sobie niezalegalizowanych par, twierdząc, że to niemoralne mieszkać razem bez ślubu. Nie wynajmą mieszkania małżeństwu z małym dzieckiem, bo z takimi to wieczny problem. Często nie chcą podpisywać z najemcami umów, mówiąc, że są uczciwi i nie zamierzają sobie głowy papierkami zawracać. Wynajmują nielegalnie, nie zgłaszając tego faktu w urzędzie skarbowym i unikając w ten sposób płacenia podatków. Zdarza się, że żądają kaucji w wysokości 4 miesięcznych kwot wynajmu, dając w zamian zaledwie dwutygodniowy okres wypowiedzenia. Gdy dojdzie do zerwania umowy, nie zwracają zadatków, tłumacząc to koniecznością naprawienia zniszczeń, które spowodował lokator. Niektórzy wymagają płatności z góry za kilka miesięcy, a niekiedy nawet za cały okres wynajmu. W ogłoszeniach podają nieprawdziwe informacje.

- Przestronne mieszkanie z pełnym wyposażeniem okazało się cuchnącą stęchlizną norą o powierzchni nie większej niż 20 metrów kwadratowych, po której maszerują karaluchy, a grzyb kwitnie na każdej ze ścian - tak Ernest opowiada o ostatnim mieszkaniu, które oglądał. Jego zdaniem właściciele mieszkań kompletnie nie liczą się ze swoimi lokatorami, uważając ich za gorszy gatunek.

- Zależy im tylko na kasie i są w stanie dużo zrobić, żeby człowieka orżnąć. Nie informują o rzeczywistym stanie mieszkania, które trzeba sobie na własną rękę odmalować, o ukrytych opłatach za drogie elektryczne ogrzewanie czy fakcie, że jeden z pokoi w oferowanym mieszkaniu jest już zajęty przez innego lokatora, co nie wpływa rzecz jasna na obniżenie czynszu - mówi student kulturoznawstwa.

Coraz częściej w ogłoszeniach pojawiają się też informacje, że w trzypokojowym mieszkaniu - do wynajęcia za około 2,5 tys. zł - może zamieszkać wyłącznie jedna osoba. Jeśli nawet właściciel zgadza się na więcej mieszkańców, to zwykle powiększa żądaną kwotę o 200 złotych na głowę miesięcznie.

Z zamętu i szaleństwa panującego na rynku mieszkań do wynajęcia niektórzy umiejętnie korzystają. W sieci znajdujemy coraz więcej ogłoszeń skierowanych do dziewcząt oferujących zamieszkanie w zamian za świadczenie bliżej nieokreślonych usług "towarzyskich". W ten sposób tajemniczy panowie z przestronnymi apartamentami poszukują ładnych, młodych i odważnych współlokatorek (oferty koniecznie ze zdjęciem).

Nietrudno zauważyć, że horrendalne ceny windowane przez wynajmujących w połączeniu z ich bzdurnymi wymaganiami dają śmieszny, ale bardzo niewesoły obraz rynku, na którym liczy się tylko ten, kto dysponuje zasobniejszym portfelem.

Karol M. Szymkowski


Podyskutuj o tym na naszym forum nieruchomości

Na góre strony
Brak komentarzy, twój bedzie pierwszy.
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz do tego artykułu:
Nick
Tekst z obrazka: nofollow
Treść
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Mieszkaniowy.com nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
wykonano w ≈ 0.552683 sek